Zapraszam także tutaj:

  • No w końcu Kopenhaga - Z wyjazdów pod tytułem "no w końcu" spokojnie mogłabym zrobić całą serię. *No w końcu* Sztokholm,* no w końcu* Kuala Lumpur, *no w końcu* i Kope...
    4 tygodnie temu

piątek, 26 lutego 2016

Moje włosy - Luty 2016

Pielęgnacja niektórych włosów czasem wymaga nie tyle co starań ponad siły, ile po prostu upłynięcia sporej ilości czasu, aby przyniosła upragnione efekty. Tak było w moim przypadku.

Na dniach miną już 4(!) lata, od kiedy zaczęłam dbać o włosy. Od miesięcy nie śledzę już blogów ani żadnych nowinek kosmetycznych - kontynuuję po prostu stosowanie przyswojonych dawno zasad i nawyków. Zaczynałam od przesuszonych, połamanych gałęzi, które możecie zobaczyć choćby w tym poście. Włosy były przesuszone, każdy innej długości, końcówki wołały o pomstę do nieba. Po 4 latach doświadczania na przemian euforii i zwątpienia, wreszcie mogę się cieszyć czymś, o czym zawsze marzyłam, a co wydawało mi się niemożliwe  - gładką taflą.

Ok, względnie gładką, bo nie jest idealnie. Ale widać znaczny progres - włosy nie odstają już tak bardzo, nie łamią się, są jako tako nawilżone, większość z nich jest równej długości.

Niestety mimo upływu czasu nie udało mi się ich zapuścić. Są cały czas tej samej długości - jak tylko podrosną, od razu muszę je ścinać. Końcówki są obecnie w dobrym stanie, nie widzę żadnych rozdwojonych, ale widać wyraźnie, że są przerzedzone. Przy następnej wizycie w Polsce odwiedzę więc pewnie moją fryzjerkę, żeby pomogła mi się ich pozbyć. Obecnie pracuję nad ich zagęszczeniem, żeby unikać takich sytuacji - stosuję 2 razy dziennie masaż oraz węgierską wcierkę Hajszesz, której recenzję być może kiedyś napiszę.


Stan moich włosów na luty 2016:


LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...